Dzisiaj, siedząc na łóżku naprzeciw mojej koleżanki
odkryłam, że nie jest tak kolorowo, jakby mogło się wydawać. Wampiry istnieją! Nie
wierzę.. To prawda. To już nie jest Robert P. ze Zmierzchu z postawionymi
włosami, czy aktorzy z serialu „Pamiętniki Wampirów”, to jest zdecydowanie
wyższy poziom ludzkiej zawiści. Wydawać by się mogło, że wszystko jest ok, ale
nie jest. Każda walka się kiedyś kończy, więc ja mówię : poddaje się.
Jeszcze nie tak dawno byłam szczęśliwa. Ślepo wierzyłam, że
to się nigdy nie skończy, że zawsze będę żyła w stanie euforii. Ech... Jak
szybko się zaczęło, tak i szybko się skończyło, ale nie żałuję wszystkich
przeżytych chwil, bo porażki uczą pokory. Jak nie za pierwszym, to za drugim
razem.
Dobra, może odeszłam trochę od tematu, ale już wracam.
Co się tyczy wampiryzmu samego w sobie, to nie mam nic
przeciwko, bo sama mam coś w sobie z wampira, ale to już przesada… No tak,
przecież jeszcze nie napisałam o co chodzi. Chodzi o to, że lubisz kogoś, może
czasami zbyt wylewnie to okazujesz, a ten ktoś wkręca sobie, że Ty (ja) za dużo
sobie wyobrażam od tej znajomości, że ja chciałabym czegoś więcej, a ja
przecież wiem, jak jest, chociaż czasami moje zachowanie może wskazywać na coś odwrotnego – cóż taka
jestem.. Mogę nad sobą pracować, ale to chyba nie o to chodzi, żeby się
przyporządkować osobie, która i tak ma to gdzieś, prawda? Prawda!
Mam tylko jedną piosenkę na opisanie stanu w jakim się teraz
znajduje…