Stoję przed lustrem, ubrana w czarną sukienkę do kolan, z delikatnego materiału. W czarnych czółenkach i czarnych rajstopach wyglądam jak długonoga piękność, już nie mówię o tym, że Adi postarał się nawet bardzo, jeśli chodzi o ogarnięcie moich włosów. Sprawił, że nie dość, że wyglądam na wysoką, to jeszcze z lokami, które pięknie wyszczuplały mi twarz. Włożyłam już tylko kolczyki na uszy i już byłam gotowa do wyjścia.
Weszłam na salę niczym kopciuszek z dostojnym i pewnym siebie krokiem. Wiele twarzy spojrzało się na mnie, w tym on, ten dla którego tutaj przyszłam. Uśmiechnął się ukazując ukryte dołeczki w policzkach. Podszedł do mnie trzymając w rękach wielką, czerwoną różę. Wziął mnie za rękę i nachylił się delikatnie całując moje usta.
Na próżno walczyłam z purpurą na mojej twarzy, która mimo perfekcyjnego makijażu i tak zdradziecko była widoczna. On, widząc to, jeszcze szerzej się uśmiechnął i pochylony nad moim uchem powiedział:
- Naprawdę pięknie wyglądasz. Lepiej od kopciuszka.
- Kopciuszek nie był ubrany na czarno, więc powiedzmy, że jestem czarnym łabędziem. - na moje słowa zaśmiał się cicho, a ze mnie upłynęło całe napięcie.
Mocniej chwycił moją dłoń i zaprowadził do reszty zebranych.
Naprawdę czułam się jak miss świata, królowa, a nawet jak kopciuszek. W głębi siebie nadal nie dowierzałam, że ktoś taki, jak on będzie chciał, a nawet sam nalegał, żeby pójść ze mną na studniówkę. On, który wyglądał jak grecki bóg, Christian Grey, Robert Pattinson i wiele, wiele innych, wybrał właśnie mnie - prostą dziewczynę z nadbagażem w postaci dodatkowych kilogramów. Fakt, zastanawiałam się na początku, czy czasem ze mnie nie kpi, nawet to sprawdzałam, ale nic nie wskazywało na to, żeby miał wobec mnie podejrzane zamiary.
Ustawiliśmy się wszyscy do poloneza. Czekaliśmy aż muzyka rozbrzmi na sali. On zdecydowanie trzymał moją dłoń, jakby chcąc dodać mi w ten sposób otuchy. Ruszyliśmy. To był piękny taniec, pełen gracji, zdecydowania i dostojeństwa tancerzy.
Czułam, że frunę, że moja bajka w końcu nabiera kolorów, że mogę wszystko.
Po skończonym polonezie przyszedł czas na koniczynki. Kiedy wychowawczyni mi ją przypinała, on trzymał mocno moje obydwie dłonie, a kiedy chciałam się wyrwać, on tylko jeszcze mocniej je ścisnął.
Po części oficjalnej przyszedł czas na tańce, alkohol chwilowe przeświadczenie, że można wszystko..
wtorek, 29 kwietnia 2014
niedziela, 6 kwietnia 2014
Cześć! Teraz kolej na mnie. Z racji tego, że żadna nie chciała mnie opisać postanowiłam zrobić to sama ;) Same oceńcie, jak mi wyszło...
"Pewnego razu pewna dziewczynka o imieniu Emilka zapragnęła śpiewać. Miała słuch i trochę głosu, więc zgłosiła się na casting do konkursu „Małej piosenki w swojej szkole. Stanęła przed jury i pięknie zaśpiewała piosenkę pt. „Pieski małe dwa”. Panie w jury były zachwycone czystością głosu dziewczynki. Przeszła ona więc do następnego etapu.
Pewnie pomyślicie sobie, drodzy czytelnicy, że owa dziewczynka, teraz już pewnie kobieta, wygrała konkurs i zajęła się śpiewaniem na dobre… Niestety nie…
Kolejny etap okazał się występem przed szerszą publicznością, może nie przed wszystkimi dziećmi ze szkoły, ale przed innymi laureatami konkursu. Emilka nie zniosła napięcia i ze stresu uciekła…
I tak odtąd Emilka (jejku, jak ona nie znosiła tego zdrobnienia) przechodziła przez różne etapy życia.
Szkołę podstawową skończyła spokojnie, nie płakała jej zakończeniu tak, jak inne dziewczynki. Znosiła wszystko ze stoickim wręcz spokojem. Była gotowa na gimnazjum, które jak się później okazało, nie było takie spokojne jak podstawówka.
To było piekło, które Emila nikomu by nie życzyła, żeby przechodził. Na początku było super fajnie, jednak z czasem owo „fajnie” zmieniło się na „horror”. Mimo tego, że otaczały ją przyjaciółki, to i tak nie mogła im o niczym opowiedzieć. Siadanie na gumę do żucia, plucie, rzucanie lizakami, czy inne formy poniżania, to były dla dziewczyny formy codziennej rutyny. Ale pewnego dnia nie wytrzymała i poczuła chłód metalu na swojej skórze. Teraz to nieprawdopodobne dla niej, ale kiedyś dla niej to była normalna kolej rzeczy. Nadal nie mogła opowiedzieć o swoich problemach swoim przyjaciółkom. Dlatego zaciągnęła się w wir poznawania ludzi poprzez sms czaty. To oni stali się powiernikami jej problemu. Jednak przed najbliższymi nic się ukryje. Wcześniej, czy później prawda wyjdzie na jaw. Nie dało się dłużej ukrywać blizn po zadanych przez siebie ranach. Mimo wszelkich nalegań Emila nie była wstanie zaprzestać codziennych rytuałów z żyletką w roli głównej.
Skończyło się gimnazjum i rozpoczęło się liceum. Dziewczyna mogła w końcu odetchnąć z ulga. Rozpoczęła nowe życie z całkiem innymi ludźmi. To dzięki swojej klasie Emila mogła stać się indywidualnością samą w sobie. Jeśli chodzi o naukę, to dziewczyna nigdy nie była „kujonem” ale dawała rade sobie w szkole. Przeszła pierwszą klasę dość z marnym wynikiem, ale w drugiej klasie zdarzyło się coś niesamowitego.
Tak, pierwsza, prawdziwa miłość, moi czytelnicy. Przyszła tak nagle i szybko minęła, ale jednak cały ten czas był niesamowity. Pełen miłosnych uniesień, poznawania nawzajem swoich ciał i charakterów. Odkrywania granic niemożliwych i tych nie do przejścia. Jednak to nie był idealny związek. Ciągle nękany przez odległość, pokusę zdrady i ograniczonego zaufania. Ta miłość nie przetrwała nawet roku, ale jednak mimo łez, to był dla dziewczyny najpiękniejszy rok życia. To z nim poznała radości i smutki wkraczającej w dorosłość „świeżej” 18-nastki.
A teraz jako singielka na rehabilitacji kończy szkołę, zdaje maturę i ma nadzieje na lepsze jutro."
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)