Cześć! Teraz kolej na mnie. Z racji tego, że żadna nie chciała mnie opisać postanowiłam zrobić to sama ;) Same oceńcie, jak mi wyszło...
"Pewnego razu pewna dziewczynka o imieniu Emilka zapragnęła śpiewać. Miała słuch i trochę głosu, więc zgłosiła się na casting do konkursu „Małej piosenki w swojej szkole. Stanęła przed jury i pięknie zaśpiewała piosenkę pt. „Pieski małe dwa”. Panie w jury były zachwycone czystością głosu dziewczynki. Przeszła ona więc do następnego etapu.
Pewnie pomyślicie sobie, drodzy czytelnicy, że owa dziewczynka, teraz już pewnie kobieta, wygrała konkurs i zajęła się śpiewaniem na dobre… Niestety nie…
Kolejny etap okazał się występem przed szerszą publicznością, może nie przed wszystkimi dziećmi ze szkoły, ale przed innymi laureatami konkursu. Emilka nie zniosła napięcia i ze stresu uciekła…
I tak odtąd Emilka (jejku, jak ona nie znosiła tego zdrobnienia) przechodziła przez różne etapy życia.
Szkołę podstawową skończyła spokojnie, nie płakała jej zakończeniu tak, jak inne dziewczynki. Znosiła wszystko ze stoickim wręcz spokojem. Była gotowa na gimnazjum, które jak się później okazało, nie było takie spokojne jak podstawówka.
To było piekło, które Emila nikomu by nie życzyła, żeby przechodził. Na początku było super fajnie, jednak z czasem owo „fajnie” zmieniło się na „horror”. Mimo tego, że otaczały ją przyjaciółki, to i tak nie mogła im o niczym opowiedzieć. Siadanie na gumę do żucia, plucie, rzucanie lizakami, czy inne formy poniżania, to były dla dziewczyny formy codziennej rutyny. Ale pewnego dnia nie wytrzymała i poczuła chłód metalu na swojej skórze. Teraz to nieprawdopodobne dla niej, ale kiedyś dla niej to była normalna kolej rzeczy. Nadal nie mogła opowiedzieć o swoich problemach swoim przyjaciółkom. Dlatego zaciągnęła się w wir poznawania ludzi poprzez sms czaty. To oni stali się powiernikami jej problemu. Jednak przed najbliższymi nic się ukryje. Wcześniej, czy później prawda wyjdzie na jaw. Nie dało się dłużej ukrywać blizn po zadanych przez siebie ranach. Mimo wszelkich nalegań Emila nie była wstanie zaprzestać codziennych rytuałów z żyletką w roli głównej.
Skończyło się gimnazjum i rozpoczęło się liceum. Dziewczyna mogła w końcu odetchnąć z ulga. Rozpoczęła nowe życie z całkiem innymi ludźmi. To dzięki swojej klasie Emila mogła stać się indywidualnością samą w sobie. Jeśli chodzi o naukę, to dziewczyna nigdy nie była „kujonem” ale dawała rade sobie w szkole. Przeszła pierwszą klasę dość z marnym wynikiem, ale w drugiej klasie zdarzyło się coś niesamowitego.
Tak, pierwsza, prawdziwa miłość, moi czytelnicy. Przyszła tak nagle i szybko minęła, ale jednak cały ten czas był niesamowity. Pełen miłosnych uniesień, poznawania nawzajem swoich ciał i charakterów. Odkrywania granic niemożliwych i tych nie do przejścia. Jednak to nie był idealny związek. Ciągle nękany przez odległość, pokusę zdrady i ograniczonego zaufania. Ta miłość nie przetrwała nawet roku, ale jednak mimo łez, to był dla dziewczyny najpiękniejszy rok życia. To z nim poznała radości i smutki wkraczającej w dorosłość „świeżej” 18-nastki.
A teraz jako singielka na rehabilitacji kończy szkołę, zdaje maturę i ma nadzieje na lepsze jutro."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz