wtorek, 29 kwietnia 2014

Chcę być kopciuszkiem...

Stoję przed lustrem, ubrana w czarną sukienkę do kolan, z delikatnego materiału. W czarnych czółenkach i czarnych rajstopach wyglądam jak długonoga piękność, już nie mówię o tym, że Adi postarał się nawet bardzo, jeśli chodzi o ogarnięcie moich włosów. Sprawił, że nie dość, że wyglądam na wysoką, to jeszcze z lokami, które pięknie wyszczuplały mi twarz. Włożyłam już tylko kolczyki na uszy i już byłam gotowa do wyjścia.
Weszłam na salę niczym kopciuszek z dostojnym i pewnym siebie krokiem. Wiele twarzy spojrzało się na mnie, w tym on, ten dla którego tutaj przyszłam. Uśmiechnął się ukazując ukryte dołeczki w policzkach. Podszedł do mnie trzymając w rękach wielką, czerwoną różę. Wziął mnie za rękę i nachylił się delikatnie całując moje usta.
Na próżno walczyłam z purpurą na mojej twarzy, która mimo perfekcyjnego makijażu i tak zdradziecko była widoczna. On, widząc to, jeszcze szerzej się uśmiechnął i pochylony nad moim uchem powiedział:
- Naprawdę pięknie wyglądasz. Lepiej od kopciuszka.
- Kopciuszek nie był ubrany na czarno, więc powiedzmy, że jestem czarnym łabędziem. - na moje słowa zaśmiał się cicho, a ze mnie upłynęło całe napięcie.
Mocniej chwycił moją dłoń i zaprowadził do reszty zebranych.
Naprawdę czułam się jak miss świata, królowa, a nawet jak kopciuszek. W głębi siebie nadal nie dowierzałam, że ktoś taki, jak on będzie chciał, a nawet sam nalegał, żeby pójść ze mną na studniówkę. On, który wyglądał jak grecki bóg, Christian Grey, Robert Pattinson  i wiele, wiele innych, wybrał właśnie mnie - prostą dziewczynę z nadbagażem w postaci dodatkowych kilogramów. Fakt, zastanawiałam się na początku, czy czasem ze mnie nie kpi, nawet to sprawdzałam, ale nic nie wskazywało na to, żeby miał wobec mnie podejrzane zamiary.
Ustawiliśmy się wszyscy do poloneza. Czekaliśmy aż muzyka rozbrzmi na sali. On zdecydowanie trzymał moją dłoń, jakby chcąc dodać mi w ten sposób otuchy. Ruszyliśmy. To był piękny taniec, pełen gracji, zdecydowania i dostojeństwa tancerzy.
Czułam, że frunę, że moja bajka w końcu nabiera kolorów, że mogę wszystko.
Po skończonym polonezie przyszedł czas na koniczynki. Kiedy wychowawczyni mi ją przypinała, on trzymał mocno moje obydwie dłonie, a kiedy chciałam się wyrwać, on tylko jeszcze mocniej je ścisnął.
Po części oficjalnej przyszedł czas na tańce, alkohol  chwilowe przeświadczenie, że można wszystko..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz