Miłej lektury....
To była przerażająca bestia. Miała wielkie kły, oczy lśniły złotym blaskiem, a jego gęsta, ciemna i najeżona sierść lśniła w świetle ulicznych latarni niczym aureola. Potwór ciężko dyszał, jak gdyby zmęczył się pogonią za mną, a przecież gonił mnie zaledwie przez kilka minut. Nagle zaryczał donośnym głosem, jak gdyby wołał swoich współtowarzyszy.
Jak wcześniej się bałam, tak teraz byłam wręcz przerażona. Chciałam uciekać, ale nie miałam pojęcia dokąd. Nieznajomość terenu, a także panujące egipskie ciemności wcale mi w tym nie pomagały.
Bestia zbliżała się do mnie powoli, jakby pewna swojego zwycięstwa nade mną, a ja przecież nie mogłam pozwolić na tak rychłą własną śmierć, w końcu mam dopiero dziewiętnaście lat, praktycznie całe życie przede mną. Było… dopóki ktoś nie zamordował mojego chłopaka. Nie mogłam zobaczyć jego ciała, bo podobno było tak zmasakrowane, że nawet nie mogli rozpoznać kto to był, ale doszli do tego, po łańcuszku, na którym widniało moje imię, a przecież wszyscy wiedzieli, że od niespełna dwóch lat jesteśmy, a raczej byliśmy parą. Mogłam się tylko domyślić, że ta bestia mogła zamordować Damiana.Mimo nawracających wspomnień, chęć przetrwania była większa niż zewnętrzny ból. Rozejrzałam się nad ewentualną bronią. Jakieś kilka metrów ode mnie leżał metalowy pręt. W głowie szacowałam sobie czas, jaki mi zajmie dotarcie do domniemanej broni. W sumie długo się nie namyślając rzuciłam się w stronę broni.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz