niedziela, 23 marca 2014

Cześć,
Donia razem ze swoim alterego ;)
Dzisiej czas na Donie, boginie wśród długowłosych  blondynek. Piękna niczym Rozszpunka, Kopciuszek i Królewna Śniegu razem wzięte. Modnisia (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu), znająca dobry styl i ludzki śmiech.  A propos śmiechu, z wyglądu aniołek, a śmiech wręcz diaboliczny, który czasem przytrafia o osłupienie, ale zazwyczaj wywołuje duże salwy śmiechu, śmiechu i jeszcze raz śmiechu. Jeśli chodzi o jej stosunek do mnie, to to jest jedyna osoba, która sama przychodzi do mnie i wyciąga rękę z pomocą. Miałam tego nie pisać, ale nie mogę się powstrzymać, to ona w naszej paczce trzyma aparat i to ona uwielbia zdjęcia, chociaż czasem bardzo przesadza. Mistrzyni weekendowego parkietu. Swoją gracją rozgrzewa niejednego „chłoptasia” .Bardzo zazdroszczę jej urody. Ja w porównaniu z nią wyglądam jak brzydka siostra Kopciuszka… ech, dosyc narzekań. Wracając do tematu mojego postu,  to chciałabym jeszcze napisać, że ten BIOCHEM jest mega wytrwały, jeśli chodzi o naukę biologii, czy chemii, ja to bym się dawno poddała,  ale ona jeszcze walczy, z czego jestem mega zadowolona…
Tak szczerze, to nie da się opisać słowami tego, jaka jest Donia, każdy mi to przyzna, kto ją zna, ale mam jednak  nadzieję, że przestawiłam ją z jak  najlepszej strony ( tylko ćwiczę przed rozpoczęciem pisania pracy maturalnej J )

Ema !

niedziela, 16 marca 2014

Hejoł Crejzoole,
Tym razem będę opisywać Polę. Jest to ładna blondynka o zielono-niebieskich oczach i około 165cm wzrostu. Z nią łączy się wiele szalonych historii, bo jednak to ona jest w naszym gronie najbardziej szaloną osobą, która jest dla nas kimś więcej niż przyjaciółką, jest lekiem na nasze wszystkie smutki i zmartwienia, choć jej rola nie opiera się na słuchaniu i doradzaniu, od tego głównie jestem ja, a chodzi mi raczej o to, że wystarczy jeden tekst wypowiedziany przez jej usta i od razu wszystkie płaczemy ze śmiechu…, no ale dosyć o tym… Teraz przejdę do paru historyjek, które tylko taki humanus jak Pola potrafi stworzyć ( a sądząc moim skromnym zdaniem, jest nawet lepsza ode mnie).
Pola ;)
Więc nasza kochana Polunia ma swojego fanpage ( czy jakoś tak – ledwo ogarniam niemiecki, a co dopiero + angielski). Jest on wielkim hołdem w jej stronę, ale coś ostatnio jej fani mało się odzywają.  Pola, jako typowy human uwielbia pozować do zdjęć robionych przez Donie. Zresztą obydwie dziewoje świetnie się przy tym bawią, czasami zmuszając mnie do uczestniczenia w nich. A tak szczerzę, to szkoda, że nie pozwalają mi na wstawianie  zdjęcia „bardziej twarzowego”, ale to nic                  – mam nadzieję, że tak je opisałam, że Ci, co je znają będą wiedzieć o co mi chodzi. Wracając do naszej przyszłej 18-nastki (jednej z dwóch) to chciałam dodać, że ona często drapie się po pasze, a nie pod pachą. Wiem, wiem, to męczące tak pilnować słownictwo rodem ze słownika ortograficznego. Grrrr,  zgroza… ale cóż poradzić, taki już ludzi los wśród zapalonych humanów.  Teraz przypominam sobie, jak nasza dzisiejsza bohaterka ratowała mnie z rąk okrutnej zbrodnicielki, jaką jestem ja sama.  To dluga i jawna historia, ale tp już jako wisienka na trocie mojego bloga. Na koniec zdradzę wszystkim jawny sekret… a A Pola kradnie internet z internatu i zabiera go w wiaderku do domu. Tak wiem, ja też jestem tym wstrząśnięta, żeby mieć siłę dźwigać aż wiadro i to tyle kilometrów? Heh… Mnie wystarcza słoik po dżemie…
PS. A pisałam, że Pola ma chłopaka, który… no właśnie nie wiem  jaki jest, chociaż go znam, ale tylko z widzenia, jak w tej piosence, wiecie której…
No to kończę tyradę mych słów…

To byłam ja, Wasza Złotousta dziewoja - Ema

czwartek, 13 marca 2014

Cześć, to znów ja i piszę znów kolejny post, tym razem o Goś.
Fakt faktem, że nie ma co o niej opowiadać, bo  jednak samo jej imię mówi wiele.. ale jak wszystkie, to wszystkie.
No wiec Goś, to nie kto inny, jak Siła Nieczysta całego internatu. Musi być wszędzie i wszystko wiedzieć, ale wielu rzeczy nie wie, niż wie. Lubi się wymądrzać i popisywać zdolnościami językowymi. Jeśli chodzi o jej dalsze zdolności to, to, że boi się mojej przyjaciółki, której zdjęcie wisi na ścianie w naszym wspólnym pokoju, a no i chodzi wcześniej spać. No co tu dużo gadać spoko laseczka i w ogóle, a resztę niech pozostałe dziewczyny się wypowiedzą.
Była raz taka akcja, gdzie poproszono panią G. o podanie własności trójkąta, jak myślicie, co Goś odparła? ‘A, B, C’ i na tym skończyła się jej wypowiedź. Sikałam dosłownie ze śmiechu. Było też wiele innych akcji, których teraz nie przytoczę, bo jeszcze Goś się obrazi i będzie Sajgon.
A może jednak jeszcze jedną…  Otóż ona po piwku lubi sobie pośpiewać i w ogóle wesolutka jest, więc zacytuję przyśpiewkę, czy coś w tym rodzaju ‘Tak się bawi, tak się bawi. Kto? Człopa! Ale tutaj nikogo nie ma z Człopy !’ i więc nasuwa się kolejny wniosek, że Goś ma instynkt samo poprawczy…
Więc już kończę moją  ‘długą’ wypowiedz na temat Goś, bo jak wcześniej pisałam samo jej imię mówi wiele.
- to powiedziałam ja – Em, przez niektórych jeszcze nazywana Emelaj…

Witam ponownie !
Dzisiaj kolejna odsłona kultowej historii, tak mało znacząca dla innych ale tak bardzo ważna dla tych dziewczyn : Em, Poli, Doni, Goś and Joli.
Postanowiłam, że jako narratorka, a zarazem jedna z bohaterek, będę opisywać każdą z dziewczyn. Może zacznę od Joli, jako najstarszej, a jednocześnie tej „mądrzejszej” ( ;D ) z Nas..
Jola – ta o najpiękniejszych ciemnych włosach i oczach. Tegoroczna maturzystka  i  przyszła studentka pedagogiki.  Osoba niezwykle cierpliwa dla naszych pomysłów i przekonań, bardzo zwariowana i niezwykle utalentowana obserwatorka i wspaniała przyjaciółka do długich rozmów na spacerze w deszczu, jak i do wspólnego leżakowania w łóżku, a no i do picia też ;D
Pewnego wrześniowego dnia przybyła do Interku ( kiedyś nazywanego jeszcze internatem ) niosąc za sobą swój spokój ducha, uroczy a zarazem specyficzny śmiech.
Na początku nie było wielkiej przyjaźni między dziewczynami, ale jak to w życiu bywa wielkie przyjaźnie przychodzą z czasem.  Pamięć zawodzi   i  człowiek po dwóch latach nie pamięta, jak to się zaczęło, ale zawsze się pamięta, jak to się rozwijało.
A rozwijało się to dość chaotycznie . Najpierw było wspólne  malowanie plakatów, wspólne żarty, nawet wypady na piwo.
Tak naprawdę nie da się opisać słowami tego, co się działo w towarzystwie Joli. Później, po dołączeniu do grupy Poli i Doni było o wiele zabawniej, szczególnie w pamiętnym końcu stołówki i przy rozmyślaniu, czy drapiemy się pod pachą, czy po pasze – filozoficzne wręcz problemy, ale były też momenty grozy, kiedy to między dziewczynami dochodziło do sprzeczek, czasami dość poważnych.
O! Przypomniało mi się jedna sytuacja, kiedy paczka składała się z trzech dziewczyn.
Była zima, na ulicach szklanka, jak nie wiem co, a Goś, Jola i Em szły na śniadanie. Em oczywiście zbyt powolna, jak na standardy Joli i Goś i szła za nimi prawie, że biegnąc. Dziewczyny zdążyły przejść  przez ulicę i rzucić ‘Ale ślisko’, kiedy Em łupnęła z impetem na środku ulicy, tuż przed nadjeżdżającym samochodem. Kiedy dziewczyny zanosiły się śmiechem, biedna poszkodowana miała ochotę zabić obie dziewoje. Podniosła się i musiała do końca drogi na stołówkę wysłuchiwać, jak to nieszczęście jednostki rozbawia cały naród.
Tak oto jedna zmianka o Joli zmieniła się w dalszą część historii o Crejzoolach.
Dobrze wiem, że nie jest ona tak dobra, jak  wprowadzenie, ale życie nie zawsze da się opisać dokładnie.
Witam, jestem Em i chciałam Wam poopowiadać trochę o mojej kochanej paczce, a dokładnie o Crejzole’ owych Dziewczynach, które nienawidzą nudy.
Jest nas pięć uroczych i niezwykle odpornych na uroki wielu przystojniaku, tak, mówię tu o sobie, dziewczyn, ale do rzeczy…
Na samym początku chciałabym Wam opowiedzieć, jak to z nami wszystkimi było, jak się poznaliśmy etc.
Była mroźna, lutowa noc, kiedy małemu płodowi, o późniejszym imieniu Em ( to tylko skrót) zachciało się wbijać z wielka siłą na ten świat, pełnego bólu i rozczarowań, jednak z wielką szansą na odnalezienie własnej tożsamości.
Mały, rozwrzeszczany na wszystkich i wszystko niemowlak nie podejrzewa nawet, że kiedyś tam w jego życiu pojawi się jakaś tam grupa zwariowanych dziewczyn, które naprawią jej zrujnowany świat lat gimnazjalnych.
Em dzieciństwo spędziła w towarzystwie swojej sąsiadki, jednocześnie kuzynki Doni, która już od najmłodszych lat przypominała rumianego aniołka z długimi blond włosami i dużymi oczami. Miała też brata bliźniaka i starsze rodzeństwo, później przybywało nowe, ale o tym to w innym rozdziale.
Tak, więc niczego nieświadome Em i Doni bawiły się razem na podwórku lalkami Barbie, kiedy w ich dziecinny świat bajek Disney’owskich wkroczyła dumnie postać z małymi kędziorkami na głowie.
Dziewczynki nie znały się dobrze, chociaż mieszkały w jednej miejscowości.  Pola, tak miała na imię dziewczynka, poznała Donię w przedszkolu, trafiły do jednej grupy i jakoś się tam zaprzyjaźniły ( szczegółów nie znam). Pola, jak już wcześniej wspomniałam miała jasne blond loczki, które dodawały jej uroku tak samo, jak długie włosy Doni oraz zielone oczy, które do dzisiaj utrzymują blask pewnej siebie istotki. Obydwie dziewczynki były szczupłe i pełne wigoru.
Polę Em zaczęła poznawać, kiedy Donia przeprowadziła się do innego mieszkania, ale nie miejscowości, a Em zmieniła miejsce biegania z innymi dzieciakami.
Szalone my, czyli spółka zoo ;)
Bardzo dobrze pamiętała, jak zobaczyła niesamowity widok, który do dzisiaj w niej pozostał.  Otóż mała Polunia dostała małego pieska, takiego czarnego, z krótkimi łapkami, które w późniejszych latach urosły na miarę groźnego psa. Chciała się z nim bawić, a że mała ( wspomniałam, że to była suczka? Nie? To teraz już wiecie…) nie miała zbytniej ochoty, to mała dziewczynka chcąc zachęcić swojego pupilka do zabawy zaczęła za nim biegać, a mały bezbronny piesek zaczął uciekać, zresztą dość marnym skutkiem, bo wkrótce trafiła w małe rączki rozbrykanej dziewczynki.
Więcej szczegółów owej sytuacji nie pamiętam, jednakże dziewczynki połączyła więź, która z biegiem lat miała swoje wzloty i upadki. Oczywiście, nie może też zabraknąć Doni, która ową trójcę potrafiła natchnąć pozytywna energią, kiedy za oknem akurat padał deszcz.
Mijały lata, a Em żyła wśród przyjaciółek, jednocześnie obok nich. Gimnazjum było dla niej koszmarem, którego śmiało możemy ominąć, bo nie wniósłby nic do tej opowieści, poza nutą smutku i rozczulania się nad sobą.
Em skończyła gimnazjum ze średnim efektem, kiedy Donia i Pola nadal były w gimnazjum. Zresztą obydwie dziewczyny bardzo dobrze się uczyły i wkrótce potem poszły do dobrego liceum.  Zanim jednak się to stało, Em poznała kolejne osoby, na których można polegać.
Najpierw dziewczyna poznała Goś, która z twarzy wydawała jej się znajoma, jednak dopiero po jakimś tam czasie przypomniały sobie, że mogły się wcześniej widzieć. Najdziwniejsze było to, że Em z Goś chodziły do jednej klasy, jednak poznały się tak naprawdę w drugim tygodniu szkoły. Em była samotniczką z innego rejonu, która na początku nie mogła się odnaleźć w nowej szkolnej rzeczywistości. Goś również mieszkała w internacie… Ta to dopiero była powsinoga ( wg słów naszego kochanego Pana Wychowawcy). Nie było miejsca, gdzie by nie zajrzała, ani z kim by nie mieszkała. W końcu i tak trafiła do wspólnego pokoju z Em. No nic, jakoś sytuację przetrzymały, nawet się bliżej skumplowały, jednak w szkole miały swój własny krąg znajomych, a Em powoli zabliźniała znajomości z osobami z klasy – niczego nie ukrywała, była sobą.
Na ich nieszczęście lub szczęście są skazane na siebie do dzisiaj… Em przyzwyczaiła się do zmian nastroju swojej sublokatorki, a Goś do chrapania Em ( niestety podobno się jej zdarza).
W październiku w internacie pojawiła się nowa osoba – Jola, która na początku nie przypadła do gustu Goś. Em oczywiście nie miała nic do biednej dziewczyny, nawet znała ją ze szkoły, ale zazdrościła jej jednego – jej pięknych długich, niezwykle zadbanych i ciemnych włosów.  Jola miała niezwykle kobiecą figurę – wiadomo o co chodzi, biodra etc, ogólnie wszystko na swoim miejscu i zielone oczęta ( poprawić, jeśli się mylę), prawie, że kocie ( moja wrodzona skromność zmusza mnie do dodania, że ja też takie mam). Nie będę opisywać konfliktu z początku znajomości Joli z Goś, bo szczerze powiedziawszy już nawet nie pamiętam, o co poszło. Bije się w pierś, że nawet pamięć mnie zawodzi, jeśli chodzi o pierwszy dialog pomiędzy dziewczynami a nowicjuszką, ale nieważne, ważne jest to, że dziewczyny znalazły wspólny kontakt i stały się osobami niezwykle bliskimi.
Rok później paczkę zapełniły Pola I Donia, które zachwyciły się Jolą. Szczerze mówiąc, nie tylko one dwie wpadły w jej diabelskie sidła – Em i Goś, też nie mogły się nadziwić charyzmie dziewczyny i do dzisiaj ukrywają w swoich kątach ołtarzyki na jej cześć.
 Zresztą każda z nich miała jakąś tam cząstkę własnej osobowości, która współgrała z pozostałymi…

                 Tak oto narodziły się Crejzole, czyli dziewczyny o niesamowitych zdolnościach do poprawiania sobie nawzajem humoru, jak i do wspólnego milczenia…