Witam ponownie !
Dzisiaj kolejna odsłona kultowej historii, tak mało znacząca dla innych ale tak bardzo ważna dla tych dziewczyn : Em, Poli, Doni, Goś and Joli.
Postanowiłam, że jako narratorka, a zarazem jedna z bohaterek, będę opisywać każdą z dziewczyn. Może zacznę od Joli, jako najstarszej, a jednocześnie tej „mądrzejszej” ( ;D ) z Nas..
Jola – ta o najpiękniejszych ciemnych włosach i oczach. Tegoroczna maturzystka i przyszła studentka pedagogiki. Osoba niezwykle cierpliwa dla naszych pomysłów i przekonań, bardzo zwariowana i niezwykle utalentowana obserwatorka i wspaniała przyjaciółka do długich rozmów na spacerze w deszczu, jak i do wspólnego leżakowania w łóżku, a no i do picia też ;D
Pewnego wrześniowego dnia przybyła do Interku ( kiedyś nazywanego jeszcze internatem ) niosąc za sobą swój spokój ducha, uroczy a zarazem specyficzny śmiech.
Na początku nie było wielkiej przyjaźni między dziewczynami, ale jak to w życiu bywa wielkie przyjaźnie przychodzą z czasem. Pamięć zawodzi i człowiek po dwóch latach nie pamięta, jak to się zaczęło, ale zawsze się pamięta, jak to się rozwijało.
A rozwijało się to dość chaotycznie . Najpierw było wspólne malowanie plakatów, wspólne żarty, nawet wypady na piwo.
Tak naprawdę nie da się opisać słowami tego, co się działo w towarzystwie Joli. Później, po dołączeniu do grupy Poli i Doni było o wiele zabawniej, szczególnie w pamiętnym końcu stołówki i przy rozmyślaniu, czy drapiemy się pod pachą, czy po pasze – filozoficzne wręcz problemy, ale były też momenty grozy, kiedy to między dziewczynami dochodziło do sprzeczek, czasami dość poważnych.
O! Przypomniało mi się jedna sytuacja, kiedy paczka składała się z trzech dziewczyn.
Była zima, na ulicach szklanka, jak nie wiem co, a Goś, Jola i Em szły na śniadanie. Em oczywiście zbyt powolna, jak na standardy Joli i Goś i szła za nimi prawie, że biegnąc. Dziewczyny zdążyły przejść przez ulicę i rzucić ‘Ale ślisko’, kiedy Em łupnęła z impetem na środku ulicy, tuż przed nadjeżdżającym samochodem. Kiedy dziewczyny zanosiły się śmiechem, biedna poszkodowana miała ochotę zabić obie dziewoje. Podniosła się i musiała do końca drogi na stołówkę wysłuchiwać, jak to nieszczęście jednostki rozbawia cały naród.
Tak oto jedna zmianka o Joli zmieniła się w dalszą część historii o Crejzoolach.
Dobrze wiem, że nie jest ona tak dobra, jak wprowadzenie, ale życie nie zawsze da się opisać dokładnie.
Poważnie masz takie dobre zdanie o mnie? Bo ja cały czas mam wrażenie, ze mnie wkręcacie Em ;p jakiś czas temu wchodziłam i nie było nic nowego a tu nagle kilka postów! Lubię to! ;p
OdpowiedzUsuń