poniedziałek, 9 czerwca 2014





Miłej lektury....

To była przerażająca bestia. Miała wielkie kły, oczy lśniły złotym blaskiem, a jego gęsta, ciemna i najeżona  sierść lśniła w świetle ulicznych latarni niczym aureola. Potwór ciężko dyszał, jak gdyby zmęczył się pogonią za mną, a przecież gonił mnie zaledwie przez kilka minut. Nagle zaryczał donośnym głosem, jak gdyby wołał swoich współtowarzyszy.
Jak wcześniej się bałam, tak teraz byłam wręcz przerażona. Chciałam uciekać, ale nie miałam  pojęcia dokąd. Nieznajomość terenu, a także panujące egipskie ciemności wcale mi w tym nie pomagały.
Bestia zbliżała się do mnie powoli, jakby pewna swojego zwycięstwa nade mną, a ja przecież nie  mogłam pozwolić na tak rychłą własną śmierć, w końcu mam dopiero dziewiętnaście lat, praktycznie całe życie przede mną. Było… dopóki ktoś nie zamordował mojego chłopaka. Nie mogłam zobaczyć jego ciała, bo podobno było tak zmasakrowane, że nawet nie mogli rozpoznać  kto to był, ale doszli do tego,  po łańcuszku, na którym widniało moje imię, a przecież wszyscy wiedzieli, że od niespełna dwóch lat jesteśmy, a raczej byliśmy parą. Mogłam się tylko domyślić, że ta bestia mogła zamordować Damiana.Mimo nawracających wspomnień, chęć przetrwania  była większa niż zewnętrzny ból. Rozejrzałam się nad ewentualną bronią. Jakieś kilka metrów ode mnie leżał metalowy pręt. W głowie szacowałam sobie czas, jaki mi zajmie dotarcie do domniemanej broni. W sumie długo się nie namyślając rzuciłam się w stronę broni.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Chcę być kopciuszkiem...

Stoję przed lustrem, ubrana w czarną sukienkę do kolan, z delikatnego materiału. W czarnych czółenkach i czarnych rajstopach wyglądam jak długonoga piękność, już nie mówię o tym, że Adi postarał się nawet bardzo, jeśli chodzi o ogarnięcie moich włosów. Sprawił, że nie dość, że wyglądam na wysoką, to jeszcze z lokami, które pięknie wyszczuplały mi twarz. Włożyłam już tylko kolczyki na uszy i już byłam gotowa do wyjścia.
Weszłam na salę niczym kopciuszek z dostojnym i pewnym siebie krokiem. Wiele twarzy spojrzało się na mnie, w tym on, ten dla którego tutaj przyszłam. Uśmiechnął się ukazując ukryte dołeczki w policzkach. Podszedł do mnie trzymając w rękach wielką, czerwoną różę. Wziął mnie za rękę i nachylił się delikatnie całując moje usta.
Na próżno walczyłam z purpurą na mojej twarzy, która mimo perfekcyjnego makijażu i tak zdradziecko była widoczna. On, widząc to, jeszcze szerzej się uśmiechnął i pochylony nad moim uchem powiedział:
- Naprawdę pięknie wyglądasz. Lepiej od kopciuszka.
- Kopciuszek nie był ubrany na czarno, więc powiedzmy, że jestem czarnym łabędziem. - na moje słowa zaśmiał się cicho, a ze mnie upłynęło całe napięcie.
Mocniej chwycił moją dłoń i zaprowadził do reszty zebranych.
Naprawdę czułam się jak miss świata, królowa, a nawet jak kopciuszek. W głębi siebie nadal nie dowierzałam, że ktoś taki, jak on będzie chciał, a nawet sam nalegał, żeby pójść ze mną na studniówkę. On, który wyglądał jak grecki bóg, Christian Grey, Robert Pattinson  i wiele, wiele innych, wybrał właśnie mnie - prostą dziewczynę z nadbagażem w postaci dodatkowych kilogramów. Fakt, zastanawiałam się na początku, czy czasem ze mnie nie kpi, nawet to sprawdzałam, ale nic nie wskazywało na to, żeby miał wobec mnie podejrzane zamiary.
Ustawiliśmy się wszyscy do poloneza. Czekaliśmy aż muzyka rozbrzmi na sali. On zdecydowanie trzymał moją dłoń, jakby chcąc dodać mi w ten sposób otuchy. Ruszyliśmy. To był piękny taniec, pełen gracji, zdecydowania i dostojeństwa tancerzy.
Czułam, że frunę, że moja bajka w końcu nabiera kolorów, że mogę wszystko.
Po skończonym polonezie przyszedł czas na koniczynki. Kiedy wychowawczyni mi ją przypinała, on trzymał mocno moje obydwie dłonie, a kiedy chciałam się wyrwać, on tylko jeszcze mocniej je ścisnął.
Po części oficjalnej przyszedł czas na tańce, alkohol  chwilowe przeświadczenie, że można wszystko..

niedziela, 6 kwietnia 2014

Cześć! Teraz kolej na mnie. Z racji tego, że żadna nie chciała mnie opisać postanowiłam zrobić to sama ;) Same oceńcie, jak mi wyszło...





"Pewnego razu pewna dziewczynka o imieniu Emilka zapragnęła śpiewać. Miała słuch i trochę głosu, więc zgłosiła się na casting do konkursu „Małej piosenki w swojej szkole. Stanęła przed jury i pięknie zaśpiewała piosenkę pt. „Pieski małe dwa”. Panie w jury były zachwycone czystością głosu dziewczynki. Przeszła ona więc do następnego etapu.
Pewnie pomyślicie sobie, drodzy czytelnicy, że owa dziewczynka, teraz już pewnie kobieta, wygrała konkurs i zajęła się śpiewaniem na dobre… Niestety nie…
Kolejny etap okazał się występem przed szerszą publicznością, może nie przed wszystkimi dziećmi ze szkoły, ale przed innymi laureatami konkursu. Emilka nie zniosła napięcia i ze stresu uciekła…
I tak odtąd Emilka (jejku, jak ona nie znosiła tego zdrobnienia) przechodziła przez różne etapy życia.
Szkołę podstawową skończyła spokojnie, nie płakała jej zakończeniu tak, jak inne dziewczynki. Znosiła wszystko ze stoickim wręcz spokojem. Była gotowa na gimnazjum, które jak się później okazało, nie było takie spokojne jak podstawówka.
To było piekło, które Emila nikomu by nie życzyła, żeby przechodził. Na początku było super fajnie, jednak z czasem owo „fajnie” zmieniło się na „horror”. Mimo tego, że otaczały ją przyjaciółki, to i tak nie mogła im o niczym opowiedzieć. Siadanie na gumę do żucia, plucie, rzucanie lizakami, czy inne formy poniżania, to były dla dziewczyny formy codziennej rutyny. Ale pewnego dnia nie wytrzymała i poczuła chłód metalu na swojej skórze. Teraz to nieprawdopodobne dla niej, ale kiedyś dla niej to była normalna kolej rzeczy. Nadal nie mogła opowiedzieć o swoich problemach swoim przyjaciółkom. Dlatego zaciągnęła się w wir poznawania ludzi poprzez sms czaty. To oni stali się powiernikami jej problemu. Jednak przed najbliższymi nic się ukryje. Wcześniej, czy później prawda wyjdzie na jaw.  Nie dało się dłużej ukrywać blizn po zadanych przez siebie ranach. Mimo wszelkich nalegań Emila nie była wstanie zaprzestać codziennych rytuałów z żyletką w roli głównej.
Skończyło się gimnazjum i rozpoczęło się liceum. Dziewczyna mogła w końcu odetchnąć z ulga.  Rozpoczęła nowe życie z całkiem innymi ludźmi. To dzięki swojej klasie Emila mogła stać się indywidualnością samą w sobie. Jeśli chodzi o naukę, to dziewczyna nigdy nie była „kujonem” ale dawała rade sobie w szkole. Przeszła pierwszą klasę dość z marnym wynikiem, ale w drugiej klasie zdarzyło się coś niesamowitego.
Tak, pierwsza, prawdziwa miłość, moi czytelnicy. Przyszła tak nagle i szybko minęła, ale jednak cały ten czas był niesamowity. Pełen miłosnych uniesień, poznawania nawzajem swoich ciał i charakterów. Odkrywania granic niemożliwych i tych nie do przejścia. Jednak to nie był idealny związek. Ciągle nękany przez odległość, pokusę zdrady i ograniczonego zaufania. Ta miłość nie przetrwała nawet roku, ale jednak  mimo łez, to był dla dziewczyny najpiękniejszy rok życia. To z nim poznała radości i smutki wkraczającej w dorosłość „świeżej” 18-nastki.
A teraz jako singielka na rehabilitacji kończy szkołę, zdaje maturę i ma nadzieje na lepsze jutro."

niedziela, 23 marca 2014

Cześć,
Donia razem ze swoim alterego ;)
Dzisiej czas na Donie, boginie wśród długowłosych  blondynek. Piękna niczym Rozszpunka, Kopciuszek i Królewna Śniegu razem wzięte. Modnisia (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu), znająca dobry styl i ludzki śmiech.  A propos śmiechu, z wyglądu aniołek, a śmiech wręcz diaboliczny, który czasem przytrafia o osłupienie, ale zazwyczaj wywołuje duże salwy śmiechu, śmiechu i jeszcze raz śmiechu. Jeśli chodzi o jej stosunek do mnie, to to jest jedyna osoba, która sama przychodzi do mnie i wyciąga rękę z pomocą. Miałam tego nie pisać, ale nie mogę się powstrzymać, to ona w naszej paczce trzyma aparat i to ona uwielbia zdjęcia, chociaż czasem bardzo przesadza. Mistrzyni weekendowego parkietu. Swoją gracją rozgrzewa niejednego „chłoptasia” .Bardzo zazdroszczę jej urody. Ja w porównaniu z nią wyglądam jak brzydka siostra Kopciuszka… ech, dosyc narzekań. Wracając do tematu mojego postu,  to chciałabym jeszcze napisać, że ten BIOCHEM jest mega wytrwały, jeśli chodzi o naukę biologii, czy chemii, ja to bym się dawno poddała,  ale ona jeszcze walczy, z czego jestem mega zadowolona…
Tak szczerze, to nie da się opisać słowami tego, jaka jest Donia, każdy mi to przyzna, kto ją zna, ale mam jednak  nadzieję, że przestawiłam ją z jak  najlepszej strony ( tylko ćwiczę przed rozpoczęciem pisania pracy maturalnej J )

Ema !

niedziela, 16 marca 2014

Hejoł Crejzoole,
Tym razem będę opisywać Polę. Jest to ładna blondynka o zielono-niebieskich oczach i około 165cm wzrostu. Z nią łączy się wiele szalonych historii, bo jednak to ona jest w naszym gronie najbardziej szaloną osobą, która jest dla nas kimś więcej niż przyjaciółką, jest lekiem na nasze wszystkie smutki i zmartwienia, choć jej rola nie opiera się na słuchaniu i doradzaniu, od tego głównie jestem ja, a chodzi mi raczej o to, że wystarczy jeden tekst wypowiedziany przez jej usta i od razu wszystkie płaczemy ze śmiechu…, no ale dosyć o tym… Teraz przejdę do paru historyjek, które tylko taki humanus jak Pola potrafi stworzyć ( a sądząc moim skromnym zdaniem, jest nawet lepsza ode mnie).
Pola ;)
Więc nasza kochana Polunia ma swojego fanpage ( czy jakoś tak – ledwo ogarniam niemiecki, a co dopiero + angielski). Jest on wielkim hołdem w jej stronę, ale coś ostatnio jej fani mało się odzywają.  Pola, jako typowy human uwielbia pozować do zdjęć robionych przez Donie. Zresztą obydwie dziewoje świetnie się przy tym bawią, czasami zmuszając mnie do uczestniczenia w nich. A tak szczerzę, to szkoda, że nie pozwalają mi na wstawianie  zdjęcia „bardziej twarzowego”, ale to nic                  – mam nadzieję, że tak je opisałam, że Ci, co je znają będą wiedzieć o co mi chodzi. Wracając do naszej przyszłej 18-nastki (jednej z dwóch) to chciałam dodać, że ona często drapie się po pasze, a nie pod pachą. Wiem, wiem, to męczące tak pilnować słownictwo rodem ze słownika ortograficznego. Grrrr,  zgroza… ale cóż poradzić, taki już ludzi los wśród zapalonych humanów.  Teraz przypominam sobie, jak nasza dzisiejsza bohaterka ratowała mnie z rąk okrutnej zbrodnicielki, jaką jestem ja sama.  To dluga i jawna historia, ale tp już jako wisienka na trocie mojego bloga. Na koniec zdradzę wszystkim jawny sekret… a A Pola kradnie internet z internatu i zabiera go w wiaderku do domu. Tak wiem, ja też jestem tym wstrząśnięta, żeby mieć siłę dźwigać aż wiadro i to tyle kilometrów? Heh… Mnie wystarcza słoik po dżemie…
PS. A pisałam, że Pola ma chłopaka, który… no właśnie nie wiem  jaki jest, chociaż go znam, ale tylko z widzenia, jak w tej piosence, wiecie której…
No to kończę tyradę mych słów…

To byłam ja, Wasza Złotousta dziewoja - Ema

czwartek, 13 marca 2014

Cześć, to znów ja i piszę znów kolejny post, tym razem o Goś.
Fakt faktem, że nie ma co o niej opowiadać, bo  jednak samo jej imię mówi wiele.. ale jak wszystkie, to wszystkie.
No wiec Goś, to nie kto inny, jak Siła Nieczysta całego internatu. Musi być wszędzie i wszystko wiedzieć, ale wielu rzeczy nie wie, niż wie. Lubi się wymądrzać i popisywać zdolnościami językowymi. Jeśli chodzi o jej dalsze zdolności to, to, że boi się mojej przyjaciółki, której zdjęcie wisi na ścianie w naszym wspólnym pokoju, a no i chodzi wcześniej spać. No co tu dużo gadać spoko laseczka i w ogóle, a resztę niech pozostałe dziewczyny się wypowiedzą.
Była raz taka akcja, gdzie poproszono panią G. o podanie własności trójkąta, jak myślicie, co Goś odparła? ‘A, B, C’ i na tym skończyła się jej wypowiedź. Sikałam dosłownie ze śmiechu. Było też wiele innych akcji, których teraz nie przytoczę, bo jeszcze Goś się obrazi i będzie Sajgon.
A może jednak jeszcze jedną…  Otóż ona po piwku lubi sobie pośpiewać i w ogóle wesolutka jest, więc zacytuję przyśpiewkę, czy coś w tym rodzaju ‘Tak się bawi, tak się bawi. Kto? Człopa! Ale tutaj nikogo nie ma z Człopy !’ i więc nasuwa się kolejny wniosek, że Goś ma instynkt samo poprawczy…
Więc już kończę moją  ‘długą’ wypowiedz na temat Goś, bo jak wcześniej pisałam samo jej imię mówi wiele.
- to powiedziałam ja – Em, przez niektórych jeszcze nazywana Emelaj…

Witam ponownie !
Dzisiaj kolejna odsłona kultowej historii, tak mało znacząca dla innych ale tak bardzo ważna dla tych dziewczyn : Em, Poli, Doni, Goś and Joli.
Postanowiłam, że jako narratorka, a zarazem jedna z bohaterek, będę opisywać każdą z dziewczyn. Może zacznę od Joli, jako najstarszej, a jednocześnie tej „mądrzejszej” ( ;D ) z Nas..
Jola – ta o najpiękniejszych ciemnych włosach i oczach. Tegoroczna maturzystka  i  przyszła studentka pedagogiki.  Osoba niezwykle cierpliwa dla naszych pomysłów i przekonań, bardzo zwariowana i niezwykle utalentowana obserwatorka i wspaniała przyjaciółka do długich rozmów na spacerze w deszczu, jak i do wspólnego leżakowania w łóżku, a no i do picia też ;D
Pewnego wrześniowego dnia przybyła do Interku ( kiedyś nazywanego jeszcze internatem ) niosąc za sobą swój spokój ducha, uroczy a zarazem specyficzny śmiech.
Na początku nie było wielkiej przyjaźni między dziewczynami, ale jak to w życiu bywa wielkie przyjaźnie przychodzą z czasem.  Pamięć zawodzi   i  człowiek po dwóch latach nie pamięta, jak to się zaczęło, ale zawsze się pamięta, jak to się rozwijało.
A rozwijało się to dość chaotycznie . Najpierw było wspólne  malowanie plakatów, wspólne żarty, nawet wypady na piwo.
Tak naprawdę nie da się opisać słowami tego, co się działo w towarzystwie Joli. Później, po dołączeniu do grupy Poli i Doni było o wiele zabawniej, szczególnie w pamiętnym końcu stołówki i przy rozmyślaniu, czy drapiemy się pod pachą, czy po pasze – filozoficzne wręcz problemy, ale były też momenty grozy, kiedy to między dziewczynami dochodziło do sprzeczek, czasami dość poważnych.
O! Przypomniało mi się jedna sytuacja, kiedy paczka składała się z trzech dziewczyn.
Była zima, na ulicach szklanka, jak nie wiem co, a Goś, Jola i Em szły na śniadanie. Em oczywiście zbyt powolna, jak na standardy Joli i Goś i szła za nimi prawie, że biegnąc. Dziewczyny zdążyły przejść  przez ulicę i rzucić ‘Ale ślisko’, kiedy Em łupnęła z impetem na środku ulicy, tuż przed nadjeżdżającym samochodem. Kiedy dziewczyny zanosiły się śmiechem, biedna poszkodowana miała ochotę zabić obie dziewoje. Podniosła się i musiała do końca drogi na stołówkę wysłuchiwać, jak to nieszczęście jednostki rozbawia cały naród.
Tak oto jedna zmianka o Joli zmieniła się w dalszą część historii o Crejzoolach.
Dobrze wiem, że nie jest ona tak dobra, jak  wprowadzenie, ale życie nie zawsze da się opisać dokładnie.