sobota, 13 grudnia 2014

Postanowienie przedświąteczne...

Cześć! 
Wiem, że i tak nikt tego nie czyta, a nawet jeśli to naprawdę mało osób, jednakże nie poddaję się i jako przyszły dziennikarz tworzę dalej swoją sztukę..
Niedawno naprawiłam swój stary-nowy laptop i odkryłam w nim moje opowiadania z czasów liceum. Po dogłębnym namyśle postanowiłam, że wstawię jedno z nich - a nóż-widelec się spodoba i ktoś/coś zostawi komentarz...
A co do tytułu posta, to dałam sobie samej postanowienie, że nie będę tracić czasu na głupie rozmyślanie o idiotach/kretynach/miernotach/debilach do potęgi entej* (*niepotrzebne skreślić/potrzebne dodać) i będę myśleć tylko o sobie, o swoich przyjemnościach (jakiekolwiek one są), bawić się ze znajomymi i podrywać przystojniaków (no dobra, to oni mają podrywać mnie, ale intencja jest najważniejsza).
 OK, dość bzdurnego gadania i czas na odrobinę (pop)kultury...




 - Cholera! Znowu pada... Ciekawe, jak ja się ubiorę. - Nowa szkoła, nowi znajomi, nowe życie...
Dzisiaj rozpoczynam naukę w nowej szkole, a dokładniej mówiąc w liceum profilowanym o profilu socjalnym. Nie wiem, jak to będzie, ale w internacie szybko się zadomowiłam. Wszystko wskazywało na to, że rok będzie dosyć ciekawy, jednak poranna pogoda nie wróżyła niczego dobrego...
Włożyłam na siebie jeden z moich licznych czarnych podkoszulków, dżinsy, czerwone trampki i byłam już gotowa na wyjście do nowego otoczenia.
Przekraczając drzwi wyczułam inną aurę niż panowała w gimnazjum. Podeszłam pod klasę, stałam zdesperowana i czekałam na to, co będzie.
- Przepraszam. Czy ty jesteś z pierwszej klasy? - Odwróciłam głowę i zobaczyłam typowego metalowca. Brązowe włosy, sięgające mu do ramion, zielone oczy, wysoki wzrost, a do tego cały był ubrany na czarno, tak, jak ja.
- Tak.
- Miło mi. Daniel.
- Emila.
- Ładne imię. - Zamurowało mnie. Ta gadka brzmiała jak od taniego podrywacza. Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć.
- Dziękuje.
W tym czasie zadzwonił oczekiwany dzwonek na lekcje. Szybko weszłam do klasy zostawiając Daniela samego. Na lekcji myślałam trochę o nowo poznanym chłopaku. Nawet nie wiedziałam ile ma lat i gdzie mieszka. Szczerze mówiąc bardzo mi się podobał. Pierwszy metalowiec, no i pierwsza w ogóle osoba, którą poznałam w nowej szkole, oczywiście nie licząc ludzi z klasy...
Następnego dnia również podszedł do mnie, i jak zwykle rozpoczął rozmowę.
- Jak leci? - Zagadnął.
- Jakoś sobie radzę, a u ciebie?
- Może być lepiej.
Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć.. Przyjrzałam mu się dokładniej i dostrzegłam, że ma na sobie koszulkę z moją ulubioną kapelą, jaką jest Hunter.
- Lubisz Huntera? - Zapytałam, żeby podtrzymać rozmowę.
W duchu modliłam się, żeby przerwa trwała jak najdłużej. Daniel miał w sobie coś, co mnie bardzo intrygowało. Te jego oczy... Coś było z nimi nie tak. Domyślałam się, że chłopak ćpa, ale nie chciałam też wyciągać pochopnych wniosków.
- Ach, tak. Jego muzyka... Czuję jakby próbowała się ona wedrzeć do mojej duszy, bardzo głęboko. - Jego spojrzenie stało się zamglone, kiedy o nim mówił. Znałam to uczucie, o którym tak z umiłowaniem mówił. Sama to samo czułam podczas słuchania Huntera i innych kapel metalowych. -Czy chciałabyś?..
Niestety naszą rozmowę przerwał dzwonek. Po raz pierwszy jego brzmienie nie było przyjemne dla mojego ucha.
- Jak zawsze dzwoni wtedy, kiedy nie trzeba. Muszę iść na lekcje. - Próbowałam go wyminąć, ale zastąpił mi drogę swoim ciałem. - Co jest? - Zapytałam tępo. Chciałam iść na lekcje, a on mi to uniemożliwiał.
- Spotkamy się? - Zapytał, kiedy spojrzałam na niego pytająco.
- Kiedy?
- A kiedy możesz?
- Tak w godzinach od 14 do 16. Potem się uczę.
- Kujon z ciebie.
- No i co z tego? - Szybko go wyminęłam i podążyłam na lekcje.
Oczywiście się spóźniłam a moje nowe koleżanki z klasy raczyły obdarzyć mnie swoim sztucznym spojrzeniem ( prawdziwe spojrzenie jest przykryte pod kilogramem różnego rodzaju malowideł), a ja nawet na nie nie patrząc usiadłam do swojej ławki, w której siedziałam samotnie i bardzo mi to odpowiadało. Nie chciałam towarzystwa pustych lalek. Jedynie Gosie tolerowałam z racji tego, że mieszkałam z nią w jednym z internackich pokoi.
Słuchałam wykładu nauczyciela od historii, kiedy ktoś zapukał do drzwi. To był Daniel. " Po jaką cholerę on tu przyszedł? " - Zapytałam sama siebie w myślach.
- Przepraszam pana.. - Daniel się odezwał do naszego nauczyciela od histy. -..Czy mógłbym prosić Emile? Pani pedagog ją oczekuje w swoim gabinecie.
- Ależ tak. Emilda ( ;) )  możesz wyjść. - Nauczyciel spojrzał na mnie wyczekująco.
Wstałam, zebrałam swoje rzeczy i skierowałam się w kierunku drzwi. Widziałam błysk w oczach Daniela. Nieźle to sobie wymyślił.
Wyszłam z sali, a tymczasem chłopak zamknął drzwi i spojrzał na mnie.
- Słucham. - Powiedziałam i spojrzałam w jego zielone oczy i czekałam na jego słowa, jednak on nic nie mówił tylko patrzył na mnie, a dokładniej to w moje oczy.
Po kilku minutach ocknął się z transu.
- A mówiłem coś? - Zapytał głupkowato i odszedł. Bez słowa.
Stałam tak jeszcze dobrą chwilę, nie wiedząc, co robić, jednak po chwili zdecydowałam się wrócić do klasy. Gdy tylko przekroczyłam próg klasy w całej szkole rozległ się dzwonek, więc wyszłam z powrotem na korytarz ciągle rozmyślając o dziwnym zachowaniu Daniela.
Podczas czekania na kolejną lekcję poczułam na sobie czyjeś spojrzenie. Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że patrzą na mnie lalki z mojej klasy. Kiedy tylko spojrzałam się jednej w oczy ona natychmiast uciekła spojrzeniem w inną stronę? Powiedziała coś do swoich koleżanek i ciężkim krokiem podeszła do mnie.
- Hej.. - Powiedziała, ale nadal uciekała przed moim wzrokiem
- Witam. - Odparłam lekkim tonem. Byłam ciekawa, co ta farbowana brunetka ode mnie chce. Jak dobrze sobie przypominałam to laska miała na imię Dorota... Niezbyt ciekawa osoba oprócz tego, że kiblowała dwa razy, a więc jest ode mnie o dwa lata starsza, ale też o pół głowy niższa, a poza tym ubierała się jak tania kurwa...
- Słuchaj, widzę, że poznałaś już Daniela z IIaLP...
- No i?
- Chodzi o to, że on jest ćpunem i w ogóle ciemny typ. Nie powinnaś się z nim zadawać.
- Dlaczego? A skąd wiesz czy ja też nie jestem typem spod ciemnej gwiazdy? To, że jesteś starsza ode mnie nie upoważnia cie do tego, żeby mi matkować. - Ta laska działała mi na nerwy. W międzyczasie w całej szkole rozbrzmiał się dzwonek zwiastujący kolejne 45 minut nudnych zajęć.
- Uwierz mi. Byłam z nim swego czasu i wiem, że spotykanie się z nim było moim największym problemem. - Dziewczyna w końcu ośmieliła sie spojrzeć mi w oczy.
- A więc pozwól, że sama się o tym przekonam. - Miałam dosyć tej bezsensownej gadki.
Wyminęłam ją i weszłam do klasy, bo akurat nauczyciel zdążył już przyjść.
Po lekcjach wychodziłam na dziedziniec szkoły. Spojrzałam przed siebie, a tam oparty o drzwi wyjściowe stał Daniel. Uśmiechnął się do mnie i lekkim krokiem podszedł.
- To jak? - Zapytał, a ja nie bardzo wiedziałam, o co mu chodzi.
- Co "to jak”? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Idziemy?
- No dobrze, a gdzie? - Siliłam się na lekki ton.
Daniel wyciągnął rękę po moją torbę, ale ja pokręciłam przecząco głową. Chłopak tylko wzruszył ramionami i poszedł przez siebie, a ja ruszyłam za nim. Zwolnił trochę kroku, kiedy przed moimi oczami pojawił się kolorowy neon " Jawa”.
- To tutaj. - Powiedział Daniel i otworzył mi drzwi.
Taaa... Większego dżentelmena to ja jeszcze w życiu nie spotkałam. Może jestem sceptyczna, co do jego chęci, ale na wszelki wypadek wolę być ostrożna.
Daniel poprowadził mnie do stolika w kącie. Chyba myślał, że lubię romantyczne klimaty. Tak szczerze to uwielbiam, ale nie z takim typem faceta, jakim jest chłopak, który właśnie odsuwał mi krzesło. Zaśmiałam się cicho, ale to najwyraźniej nie speszyło to mojego towarzysza.
- No, więc jaką pizzę lubisz?
-, Jaką zamówisz, taką zjem.
- No dobrze. - Wstał i poszedł zamówić jedzenie, a ja odetchnęłam tylko, bo taka gadka naprawdę mnie męczy. Na tamtą chwilę pragnęłam tylko wrócić do internatu, wziąć moją ulubioną książkę i zatopić się w lekturze, jednak to było niemożliwe, ponieważ dałam się namówić na jakąś pizzę.
Daniel wrócił do stolika z pizzą i dwoma szklankami soku jabłkowego. Zaczęliśmy jeść. Nie odzywaliśmy się do siebie. Czułam na sobie jego wzrok, więc nie było mowy o delektowaniu się posiłkiem.
- Smakowało? - Zapytał z dość głupkowatym wyrazem twarzy.
- Tak, bardzo. Ile mam zapłacić?- Nie chciałam być utrzymanką, chociaż to tylko pizza, ale wolałam zapłacić dla świętego spokoju.
- Nawet nie ma mowy, żebyś płaciła, a poza tym to ja cię zaprosiłem. - Odpowiedział zdecydowanym tonem, a ja nie zamierzałam się z nikim kłócić.
Dla mnie był już pora wracać do internatu, ale Daniel, dżentelmen w każdym calu, zaproponował, że mnie odprowadzi. Zgodziłam się, ale niechętnie.
Kiedy byliśmy już pod internatem, przystanęłam? Nie chciałam, żeby każdy widział, z kim wracam. Daniel nachylił się lekko w moją stronę. Pomyślałam, że chce mnie pocałować, więc postąpiłam dwa kroki do tyłu.
- Rozumiem, że nie całujesz się na pierwszej randce. - Zaśmiał się sie sztucznie.
- To nawet nie była randka. - Odpowiedziałam i poszłam w stronę drzwi wejściowych.
Właśnie podchodziłam do drzwi, jak usłyszałam za sobą głos.
- Emila? - Odwróciłam głowę i spostrzegłam laskę z mojej klasy. Wyglądała jak te dzieciaki typu EMO, które się tną i sądzą, że świat jest do dupy, nie powiem, sama też się w to kiedyś bawiłam, ale na szczęście mi przeszło. Miała ona długie, czarne włosy, które sięgały jej do pasa. Ubrana była w jakieś spodenki z dżinsu, czarne rajstopy i jakąś tandetną bluzkę w paski na ramiączkach. Całość dopełniały mocno podkreślone oczy, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że ona jest EMO, ale ona uparcie zaprzeczała, kiedy ją to pytano.
- Tak, co chcesz? - Zapytałam. Jeszcze dodam, że ta laska była z Poznania i była ode mnie o rok starsza i wylali ją z tamtejszej szkoły, bo nie chodziła do szkoły.
- Nic. Jestem Colette. - Szczerzę mówiąc to rodzice musieli być na haju nadając jej takie imię.
- Fajnie. - laska nawijała jeszcze jakiś czas, a ja jak na kulturę przystało słuchałam. Opowiadała mi o swoim chłopaku. To było dla mnie z deka dziwne, bo ja nigdy nie opowiadałabym o swoim chłopaku obcej osobie. Jak tylko skończyła chciałam wejść do swojego pokoju, ale drzwi były zamknięte. Pewnie Gośka gdzieś wyszła, więc musiałam poszukać kluczy w torbie. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Gośkę. Pomyślałam sobie, że laska jest nienormalna trochę, ale są różni ludzie.
Niemal od razu rzuciłam się na łóżko i włączyłam sobie ulubioną piosenkę Dżemu „Niewinni i ja”. Zwiększyłam dźwięk i zamknęłam oczy.
Prawie odpływałam, kiedy poczułam, że ktoś mnie szarpie za ramię.
- Co jest, kurwa?! – krzyknęłam tak głośno, że chyba nawet kierowniczka mnie na dole usłyszała. Nad sobą zobaczyłam Gośkę, moją sublokatorkę.
- Ej laska, ktoś na ciebie czeka. – powiedziała z odrazą.
- Kto taki?
- Sama wyjrzyj przez okno – podeszłam do naszego malutkiego okna, które i tak nie dawało za dużo światła , także musiałyśmy zapalać światło, nawet w dzień. Pod oknem stał Daniel w towarzystwie nieznanego mi typa, który, sądząc po jego ubiorze ( glany, ciemna koszulka, podarte dżinsy ) należał do świty Daniela. Otworzyłam okno na oścież i zawołałam.
- Czego?! – może nie byłam miła, ale nie lubiłam nachalnych typów.
- Czy to nie romantycznie? Stoję pod Twoim oknem niczym Romeo czekający na swoja ukochaną Julię – uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja popukałam się w czoło dając mu tym samym znak, że chłopak nie jest normalny.
- O, widzę, że nawet pofatygowałeś się i przeczytałeś jakąś książkę – zaśmiałam się ironicznie
- Streszczenie – teraz to ja zaśmiałam się w głos. – To jest Marek. – powiedział mi, kiedy w końcu się uciszyłam.
- Miło mi poznać, towarzyszu. – zasalutowałam, a chłopak tylko uśmiechnął się delikatnie. – Co was do mnie sprowadza?
- Chciałem cię zobaczyć. – Daniel spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.
- Tylko się nie zakochaj! – krzyknęłam i zamknęłam okno.

środa, 19 listopada 2014

Wampiryzm XXI wieku...

Dzisiaj, siedząc na łóżku naprzeciw mojej koleżanki odkryłam, że nie jest tak kolorowo, jakby mogło się wydawać. Wampiry istnieją! Nie wierzę.. To prawda. To już nie jest Robert P. ze Zmierzchu z postawionymi włosami, czy aktorzy z serialu „Pamiętniki Wampirów”, to jest zdecydowanie wyższy poziom ludzkiej zawiści. Wydawać by się mogło, że wszystko jest ok, ale nie jest. Każda walka się kiedyś kończy, więc ja mówię : poddaje się.
Jeszcze nie tak dawno byłam szczęśliwa. Ślepo wierzyłam, że to się nigdy nie skończy, że zawsze będę żyła w stanie euforii. Ech... Jak szybko się zaczęło, tak i szybko się skończyło, ale nie żałuję wszystkich przeżytych chwil, bo porażki uczą pokory. Jak nie za pierwszym, to za drugim razem.
Dobra, może odeszłam trochę od tematu, ale już wracam.
Co się tyczy wampiryzmu samego w sobie, to nie mam nic przeciwko, bo sama mam coś w sobie z wampira, ale to już przesada… No tak, przecież jeszcze nie napisałam o co chodzi. Chodzi o to, że lubisz kogoś, może czasami zbyt wylewnie to okazujesz, a ten ktoś wkręca sobie, że Ty (ja) za dużo sobie wyobrażam od tej znajomości, że ja chciałabym czegoś więcej, a ja przecież wiem, jak jest, chociaż czasami moje zachowanie  może wskazywać na coś odwrotnego – cóż taka jestem.. Mogę nad sobą pracować, ale to chyba nie o to chodzi, żeby się przyporządkować osobie, która i tak ma to gdzieś, prawda? Prawda!
Mam tylko jedną piosenkę na opisanie stanu w jakim się teraz znajduje…


niedziela, 13 lipca 2014

WALKA NA SŁOWA C.D. :)

A teraz Jego odpowiedź na moje "zarzuty" :D

"Tak w sumie to chciałem się zrewanżować :D
No, a więc zaczynajmy ^^Mam na imię Konrad, trochę już znam tę zielonooką, śliczną i jakże inteligentną dziewczynę, którą jest właśnie Emila..Nie wiem jak mam ją opisać bo jest tak wiele cech, które mogę jej przypisać.. Szczerość.. Wrodzona dobroć.. Ten urok.. No i oczywiście strasznie dojrzała i rozwinięta psychika..Tych cech jest jeszcze od groma, ale nie chcę, żeby się zarumieniła :DJest też uparta, czasami bardzo tajemnicza (jaram się tym, jak mały Arab AK-47), no i jest moim psychologiem.. UWIELBIAM CIĘ! <3(Mam nadzieję, że potem to wkleisz jako odpowiedź na dzisiejsze pytanie dnia bo się postarałem :D )Emila jest również strasznie utalentowaną pisarką!Wchodzę na jej bloga.. Czytam.. I jestem pod wrażeniem bo każde słowo, każde zdanie.. Początek, środek i koniec wciąga niczym odkurzacz małego chomika :DMa dryg, wyczucie i bardzo charakterystyczny styl, co mi się bardzo podoba i pewnie podoba się też każdemu kto czyta jej dzieła ^^Wracając do tej roli mojego psychologa, bohaterka mej opowieści rozumie mnie zawsze *.*Nie rozumiem w jaki sposób można być tak dla mnie wyrozumiałym, ale po grze w "Chińczyka" w krzakach już nic mnie nie zdziwi :DLubi ze mną rozmawiać i pisać, co jest nie do końca normalne bo nie wiem jak można to lubić :DJeju.. Rozpisałem się trochę :DZostało mi jeszcze z jakieś 15 minut, ale wiem, że nie możesz się doczekać, dlatego kończę moje opowiadanie i jeszcze raz dzięki za to wszystko! <3Konrad Wallenrod"


WALKA NA SŁOWA :)

Witojcie moi niedoszli odbiorcy!
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam moją ocenę pewnej osoby. To mój (hm) "BRAT" Konrad, który... aj zresztą nieważne... Oceńcie sami :D


"Konrad Wallenrod Ziętek
Pewnego dnia urodził się Konrad. Niestety autor tego opowiadania nie ma pojecia dokładnie kiedy mały brzdąc przyszedł na świat, ale wiadomo  od małego, że wyrośnie na mężczyznę, który non stop będzie otoczony kobietami. Miał też kolegów ( hallo! On nie jest gejem – sprawdzone za pomocą cielesnego eksperymentu w chińskim wydaniu – nie, nie zrobiły tego biedne dzieci, które pracują za kilka dolarów miesięcznie, żeby utrzymać rodzinę), ale to głównie małe różowe kobietki próbowały podstępem dostać się do jego spodenek – hm – foremek ( wybacz czytelniku, ale dzisiaj mam na sobie bardzo króciutkie spodenki – stąd to skojarzenie), ale mały Konradek – owszem pożyczał foremki (hyhyhyhy), ale w ramach rekompensaty dziewczynki przynosiły mu ciasteczka wykradane po cichu z domu. Małemu chłopcu żal było odmawiać, więc z czarującym uśmiechem na ustach brał otrzymywane dary, ponieważ żal mu było odmówić.
Będąc nastolatkiem nie zaglądał już na piaskownicę w celu znalezienia kolejnej „ofiary”. W dobie Internetu LTE (tego niby najszybszego w Polsce, ale tak naprawdę nadal do dupy), czy nawet Smartfonów różnej generacji. Szukał ich na różnych stronach, np. Fejsbóg.com, Obcy-znajomy6.polska komedia, czy nawet DAJ-ASK`A,-A-JA-BĘDĘ-CIĘ-HEJTOWAŁ.głupota. pl/dla wtajemniczonych. Tu, to dopiero było zgromadzenie całej generacji z chromosomem XX. Każda – dosłownie- dziewczyna, która poprzez miesiączkę stała – a raczej stawała  - się  kobietą, niezależnie od koloru włosów, oczu, typu urody, a nawet wzrostu „leciała” na tego biedaka, który po któreś tam miłostce postanowił poznać mnie.
Przyszłą dziennikarkę RMF FM, tegoroczną maturzystkę, osobę szalenie inteligentną i wyrozumiałą dla Konrada, który po pierwszej randce z nią ( było bardzo romantycznie *_*) uciekł do innej, ale (na szczęście!) zawsze wraca, ponieważ nie może żyć bez tej zielonookiej kobiety, którą KOCHA, bo kto jej nie uwielbia (^^) , i mam nadzieję, że nie zapomni. Amen."

poniedziałek, 9 czerwca 2014





Miłej lektury....

To była przerażająca bestia. Miała wielkie kły, oczy lśniły złotym blaskiem, a jego gęsta, ciemna i najeżona  sierść lśniła w świetle ulicznych latarni niczym aureola. Potwór ciężko dyszał, jak gdyby zmęczył się pogonią za mną, a przecież gonił mnie zaledwie przez kilka minut. Nagle zaryczał donośnym głosem, jak gdyby wołał swoich współtowarzyszy.
Jak wcześniej się bałam, tak teraz byłam wręcz przerażona. Chciałam uciekać, ale nie miałam  pojęcia dokąd. Nieznajomość terenu, a także panujące egipskie ciemności wcale mi w tym nie pomagały.
Bestia zbliżała się do mnie powoli, jakby pewna swojego zwycięstwa nade mną, a ja przecież nie  mogłam pozwolić na tak rychłą własną śmierć, w końcu mam dopiero dziewiętnaście lat, praktycznie całe życie przede mną. Było… dopóki ktoś nie zamordował mojego chłopaka. Nie mogłam zobaczyć jego ciała, bo podobno było tak zmasakrowane, że nawet nie mogli rozpoznać  kto to był, ale doszli do tego,  po łańcuszku, na którym widniało moje imię, a przecież wszyscy wiedzieli, że od niespełna dwóch lat jesteśmy, a raczej byliśmy parą. Mogłam się tylko domyślić, że ta bestia mogła zamordować Damiana.Mimo nawracających wspomnień, chęć przetrwania  była większa niż zewnętrzny ból. Rozejrzałam się nad ewentualną bronią. Jakieś kilka metrów ode mnie leżał metalowy pręt. W głowie szacowałam sobie czas, jaki mi zajmie dotarcie do domniemanej broni. W sumie długo się nie namyślając rzuciłam się w stronę broni.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Chcę być kopciuszkiem...

Stoję przed lustrem, ubrana w czarną sukienkę do kolan, z delikatnego materiału. W czarnych czółenkach i czarnych rajstopach wyglądam jak długonoga piękność, już nie mówię o tym, że Adi postarał się nawet bardzo, jeśli chodzi o ogarnięcie moich włosów. Sprawił, że nie dość, że wyglądam na wysoką, to jeszcze z lokami, które pięknie wyszczuplały mi twarz. Włożyłam już tylko kolczyki na uszy i już byłam gotowa do wyjścia.
Weszłam na salę niczym kopciuszek z dostojnym i pewnym siebie krokiem. Wiele twarzy spojrzało się na mnie, w tym on, ten dla którego tutaj przyszłam. Uśmiechnął się ukazując ukryte dołeczki w policzkach. Podszedł do mnie trzymając w rękach wielką, czerwoną różę. Wziął mnie za rękę i nachylił się delikatnie całując moje usta.
Na próżno walczyłam z purpurą na mojej twarzy, która mimo perfekcyjnego makijażu i tak zdradziecko była widoczna. On, widząc to, jeszcze szerzej się uśmiechnął i pochylony nad moim uchem powiedział:
- Naprawdę pięknie wyglądasz. Lepiej od kopciuszka.
- Kopciuszek nie był ubrany na czarno, więc powiedzmy, że jestem czarnym łabędziem. - na moje słowa zaśmiał się cicho, a ze mnie upłynęło całe napięcie.
Mocniej chwycił moją dłoń i zaprowadził do reszty zebranych.
Naprawdę czułam się jak miss świata, królowa, a nawet jak kopciuszek. W głębi siebie nadal nie dowierzałam, że ktoś taki, jak on będzie chciał, a nawet sam nalegał, żeby pójść ze mną na studniówkę. On, który wyglądał jak grecki bóg, Christian Grey, Robert Pattinson  i wiele, wiele innych, wybrał właśnie mnie - prostą dziewczynę z nadbagażem w postaci dodatkowych kilogramów. Fakt, zastanawiałam się na początku, czy czasem ze mnie nie kpi, nawet to sprawdzałam, ale nic nie wskazywało na to, żeby miał wobec mnie podejrzane zamiary.
Ustawiliśmy się wszyscy do poloneza. Czekaliśmy aż muzyka rozbrzmi na sali. On zdecydowanie trzymał moją dłoń, jakby chcąc dodać mi w ten sposób otuchy. Ruszyliśmy. To był piękny taniec, pełen gracji, zdecydowania i dostojeństwa tancerzy.
Czułam, że frunę, że moja bajka w końcu nabiera kolorów, że mogę wszystko.
Po skończonym polonezie przyszedł czas na koniczynki. Kiedy wychowawczyni mi ją przypinała, on trzymał mocno moje obydwie dłonie, a kiedy chciałam się wyrwać, on tylko jeszcze mocniej je ścisnął.
Po części oficjalnej przyszedł czas na tańce, alkohol  chwilowe przeświadczenie, że można wszystko..

niedziela, 6 kwietnia 2014

Cześć! Teraz kolej na mnie. Z racji tego, że żadna nie chciała mnie opisać postanowiłam zrobić to sama ;) Same oceńcie, jak mi wyszło...





"Pewnego razu pewna dziewczynka o imieniu Emilka zapragnęła śpiewać. Miała słuch i trochę głosu, więc zgłosiła się na casting do konkursu „Małej piosenki w swojej szkole. Stanęła przed jury i pięknie zaśpiewała piosenkę pt. „Pieski małe dwa”. Panie w jury były zachwycone czystością głosu dziewczynki. Przeszła ona więc do następnego etapu.
Pewnie pomyślicie sobie, drodzy czytelnicy, że owa dziewczynka, teraz już pewnie kobieta, wygrała konkurs i zajęła się śpiewaniem na dobre… Niestety nie…
Kolejny etap okazał się występem przed szerszą publicznością, może nie przed wszystkimi dziećmi ze szkoły, ale przed innymi laureatami konkursu. Emilka nie zniosła napięcia i ze stresu uciekła…
I tak odtąd Emilka (jejku, jak ona nie znosiła tego zdrobnienia) przechodziła przez różne etapy życia.
Szkołę podstawową skończyła spokojnie, nie płakała jej zakończeniu tak, jak inne dziewczynki. Znosiła wszystko ze stoickim wręcz spokojem. Była gotowa na gimnazjum, które jak się później okazało, nie było takie spokojne jak podstawówka.
To było piekło, które Emila nikomu by nie życzyła, żeby przechodził. Na początku było super fajnie, jednak z czasem owo „fajnie” zmieniło się na „horror”. Mimo tego, że otaczały ją przyjaciółki, to i tak nie mogła im o niczym opowiedzieć. Siadanie na gumę do żucia, plucie, rzucanie lizakami, czy inne formy poniżania, to były dla dziewczyny formy codziennej rutyny. Ale pewnego dnia nie wytrzymała i poczuła chłód metalu na swojej skórze. Teraz to nieprawdopodobne dla niej, ale kiedyś dla niej to była normalna kolej rzeczy. Nadal nie mogła opowiedzieć o swoich problemach swoim przyjaciółkom. Dlatego zaciągnęła się w wir poznawania ludzi poprzez sms czaty. To oni stali się powiernikami jej problemu. Jednak przed najbliższymi nic się ukryje. Wcześniej, czy później prawda wyjdzie na jaw.  Nie dało się dłużej ukrywać blizn po zadanych przez siebie ranach. Mimo wszelkich nalegań Emila nie była wstanie zaprzestać codziennych rytuałów z żyletką w roli głównej.
Skończyło się gimnazjum i rozpoczęło się liceum. Dziewczyna mogła w końcu odetchnąć z ulga.  Rozpoczęła nowe życie z całkiem innymi ludźmi. To dzięki swojej klasie Emila mogła stać się indywidualnością samą w sobie. Jeśli chodzi o naukę, to dziewczyna nigdy nie była „kujonem” ale dawała rade sobie w szkole. Przeszła pierwszą klasę dość z marnym wynikiem, ale w drugiej klasie zdarzyło się coś niesamowitego.
Tak, pierwsza, prawdziwa miłość, moi czytelnicy. Przyszła tak nagle i szybko minęła, ale jednak cały ten czas był niesamowity. Pełen miłosnych uniesień, poznawania nawzajem swoich ciał i charakterów. Odkrywania granic niemożliwych i tych nie do przejścia. Jednak to nie był idealny związek. Ciągle nękany przez odległość, pokusę zdrady i ograniczonego zaufania. Ta miłość nie przetrwała nawet roku, ale jednak  mimo łez, to był dla dziewczyny najpiękniejszy rok życia. To z nim poznała radości i smutki wkraczającej w dorosłość „świeżej” 18-nastki.
A teraz jako singielka na rehabilitacji kończy szkołę, zdaje maturę i ma nadzieje na lepsze jutro."

niedziela, 23 marca 2014

Cześć,
Donia razem ze swoim alterego ;)
Dzisiej czas na Donie, boginie wśród długowłosych  blondynek. Piękna niczym Rozszpunka, Kopciuszek i Królewna Śniegu razem wzięte. Modnisia (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu), znająca dobry styl i ludzki śmiech.  A propos śmiechu, z wyglądu aniołek, a śmiech wręcz diaboliczny, który czasem przytrafia o osłupienie, ale zazwyczaj wywołuje duże salwy śmiechu, śmiechu i jeszcze raz śmiechu. Jeśli chodzi o jej stosunek do mnie, to to jest jedyna osoba, która sama przychodzi do mnie i wyciąga rękę z pomocą. Miałam tego nie pisać, ale nie mogę się powstrzymać, to ona w naszej paczce trzyma aparat i to ona uwielbia zdjęcia, chociaż czasem bardzo przesadza. Mistrzyni weekendowego parkietu. Swoją gracją rozgrzewa niejednego „chłoptasia” .Bardzo zazdroszczę jej urody. Ja w porównaniu z nią wyglądam jak brzydka siostra Kopciuszka… ech, dosyc narzekań. Wracając do tematu mojego postu,  to chciałabym jeszcze napisać, że ten BIOCHEM jest mega wytrwały, jeśli chodzi o naukę biologii, czy chemii, ja to bym się dawno poddała,  ale ona jeszcze walczy, z czego jestem mega zadowolona…
Tak szczerze, to nie da się opisać słowami tego, jaka jest Donia, każdy mi to przyzna, kto ją zna, ale mam jednak  nadzieję, że przestawiłam ją z jak  najlepszej strony ( tylko ćwiczę przed rozpoczęciem pisania pracy maturalnej J )

Ema !

niedziela, 16 marca 2014

Hejoł Crejzoole,
Tym razem będę opisywać Polę. Jest to ładna blondynka o zielono-niebieskich oczach i około 165cm wzrostu. Z nią łączy się wiele szalonych historii, bo jednak to ona jest w naszym gronie najbardziej szaloną osobą, która jest dla nas kimś więcej niż przyjaciółką, jest lekiem na nasze wszystkie smutki i zmartwienia, choć jej rola nie opiera się na słuchaniu i doradzaniu, od tego głównie jestem ja, a chodzi mi raczej o to, że wystarczy jeden tekst wypowiedziany przez jej usta i od razu wszystkie płaczemy ze śmiechu…, no ale dosyć o tym… Teraz przejdę do paru historyjek, które tylko taki humanus jak Pola potrafi stworzyć ( a sądząc moim skromnym zdaniem, jest nawet lepsza ode mnie).
Pola ;)
Więc nasza kochana Polunia ma swojego fanpage ( czy jakoś tak – ledwo ogarniam niemiecki, a co dopiero + angielski). Jest on wielkim hołdem w jej stronę, ale coś ostatnio jej fani mało się odzywają.  Pola, jako typowy human uwielbia pozować do zdjęć robionych przez Donie. Zresztą obydwie dziewoje świetnie się przy tym bawią, czasami zmuszając mnie do uczestniczenia w nich. A tak szczerzę, to szkoda, że nie pozwalają mi na wstawianie  zdjęcia „bardziej twarzowego”, ale to nic                  – mam nadzieję, że tak je opisałam, że Ci, co je znają będą wiedzieć o co mi chodzi. Wracając do naszej przyszłej 18-nastki (jednej z dwóch) to chciałam dodać, że ona często drapie się po pasze, a nie pod pachą. Wiem, wiem, to męczące tak pilnować słownictwo rodem ze słownika ortograficznego. Grrrr,  zgroza… ale cóż poradzić, taki już ludzi los wśród zapalonych humanów.  Teraz przypominam sobie, jak nasza dzisiejsza bohaterka ratowała mnie z rąk okrutnej zbrodnicielki, jaką jestem ja sama.  To dluga i jawna historia, ale tp już jako wisienka na trocie mojego bloga. Na koniec zdradzę wszystkim jawny sekret… a A Pola kradnie internet z internatu i zabiera go w wiaderku do domu. Tak wiem, ja też jestem tym wstrząśnięta, żeby mieć siłę dźwigać aż wiadro i to tyle kilometrów? Heh… Mnie wystarcza słoik po dżemie…
PS. A pisałam, że Pola ma chłopaka, który… no właśnie nie wiem  jaki jest, chociaż go znam, ale tylko z widzenia, jak w tej piosence, wiecie której…
No to kończę tyradę mych słów…

To byłam ja, Wasza Złotousta dziewoja - Ema

czwartek, 13 marca 2014

Cześć, to znów ja i piszę znów kolejny post, tym razem o Goś.
Fakt faktem, że nie ma co o niej opowiadać, bo  jednak samo jej imię mówi wiele.. ale jak wszystkie, to wszystkie.
No wiec Goś, to nie kto inny, jak Siła Nieczysta całego internatu. Musi być wszędzie i wszystko wiedzieć, ale wielu rzeczy nie wie, niż wie. Lubi się wymądrzać i popisywać zdolnościami językowymi. Jeśli chodzi o jej dalsze zdolności to, to, że boi się mojej przyjaciółki, której zdjęcie wisi na ścianie w naszym wspólnym pokoju, a no i chodzi wcześniej spać. No co tu dużo gadać spoko laseczka i w ogóle, a resztę niech pozostałe dziewczyny się wypowiedzą.
Była raz taka akcja, gdzie poproszono panią G. o podanie własności trójkąta, jak myślicie, co Goś odparła? ‘A, B, C’ i na tym skończyła się jej wypowiedź. Sikałam dosłownie ze śmiechu. Było też wiele innych akcji, których teraz nie przytoczę, bo jeszcze Goś się obrazi i będzie Sajgon.
A może jednak jeszcze jedną…  Otóż ona po piwku lubi sobie pośpiewać i w ogóle wesolutka jest, więc zacytuję przyśpiewkę, czy coś w tym rodzaju ‘Tak się bawi, tak się bawi. Kto? Człopa! Ale tutaj nikogo nie ma z Człopy !’ i więc nasuwa się kolejny wniosek, że Goś ma instynkt samo poprawczy…
Więc już kończę moją  ‘długą’ wypowiedz na temat Goś, bo jak wcześniej pisałam samo jej imię mówi wiele.
- to powiedziałam ja – Em, przez niektórych jeszcze nazywana Emelaj…

Witam ponownie !
Dzisiaj kolejna odsłona kultowej historii, tak mało znacząca dla innych ale tak bardzo ważna dla tych dziewczyn : Em, Poli, Doni, Goś and Joli.
Postanowiłam, że jako narratorka, a zarazem jedna z bohaterek, będę opisywać każdą z dziewczyn. Może zacznę od Joli, jako najstarszej, a jednocześnie tej „mądrzejszej” ( ;D ) z Nas..
Jola – ta o najpiękniejszych ciemnych włosach i oczach. Tegoroczna maturzystka  i  przyszła studentka pedagogiki.  Osoba niezwykle cierpliwa dla naszych pomysłów i przekonań, bardzo zwariowana i niezwykle utalentowana obserwatorka i wspaniała przyjaciółka do długich rozmów na spacerze w deszczu, jak i do wspólnego leżakowania w łóżku, a no i do picia też ;D
Pewnego wrześniowego dnia przybyła do Interku ( kiedyś nazywanego jeszcze internatem ) niosąc za sobą swój spokój ducha, uroczy a zarazem specyficzny śmiech.
Na początku nie było wielkiej przyjaźni między dziewczynami, ale jak to w życiu bywa wielkie przyjaźnie przychodzą z czasem.  Pamięć zawodzi   i  człowiek po dwóch latach nie pamięta, jak to się zaczęło, ale zawsze się pamięta, jak to się rozwijało.
A rozwijało się to dość chaotycznie . Najpierw było wspólne  malowanie plakatów, wspólne żarty, nawet wypady na piwo.
Tak naprawdę nie da się opisać słowami tego, co się działo w towarzystwie Joli. Później, po dołączeniu do grupy Poli i Doni było o wiele zabawniej, szczególnie w pamiętnym końcu stołówki i przy rozmyślaniu, czy drapiemy się pod pachą, czy po pasze – filozoficzne wręcz problemy, ale były też momenty grozy, kiedy to między dziewczynami dochodziło do sprzeczek, czasami dość poważnych.
O! Przypomniało mi się jedna sytuacja, kiedy paczka składała się z trzech dziewczyn.
Była zima, na ulicach szklanka, jak nie wiem co, a Goś, Jola i Em szły na śniadanie. Em oczywiście zbyt powolna, jak na standardy Joli i Goś i szła za nimi prawie, że biegnąc. Dziewczyny zdążyły przejść  przez ulicę i rzucić ‘Ale ślisko’, kiedy Em łupnęła z impetem na środku ulicy, tuż przed nadjeżdżającym samochodem. Kiedy dziewczyny zanosiły się śmiechem, biedna poszkodowana miała ochotę zabić obie dziewoje. Podniosła się i musiała do końca drogi na stołówkę wysłuchiwać, jak to nieszczęście jednostki rozbawia cały naród.
Tak oto jedna zmianka o Joli zmieniła się w dalszą część historii o Crejzoolach.
Dobrze wiem, że nie jest ona tak dobra, jak  wprowadzenie, ale życie nie zawsze da się opisać dokładnie.
Witam, jestem Em i chciałam Wam poopowiadać trochę o mojej kochanej paczce, a dokładnie o Crejzole’ owych Dziewczynach, które nienawidzą nudy.
Jest nas pięć uroczych i niezwykle odpornych na uroki wielu przystojniaku, tak, mówię tu o sobie, dziewczyn, ale do rzeczy…
Na samym początku chciałabym Wam opowiedzieć, jak to z nami wszystkimi było, jak się poznaliśmy etc.
Była mroźna, lutowa noc, kiedy małemu płodowi, o późniejszym imieniu Em ( to tylko skrót) zachciało się wbijać z wielka siłą na ten świat, pełnego bólu i rozczarowań, jednak z wielką szansą na odnalezienie własnej tożsamości.
Mały, rozwrzeszczany na wszystkich i wszystko niemowlak nie podejrzewa nawet, że kiedyś tam w jego życiu pojawi się jakaś tam grupa zwariowanych dziewczyn, które naprawią jej zrujnowany świat lat gimnazjalnych.
Em dzieciństwo spędziła w towarzystwie swojej sąsiadki, jednocześnie kuzynki Doni, która już od najmłodszych lat przypominała rumianego aniołka z długimi blond włosami i dużymi oczami. Miała też brata bliźniaka i starsze rodzeństwo, później przybywało nowe, ale o tym to w innym rozdziale.
Tak, więc niczego nieświadome Em i Doni bawiły się razem na podwórku lalkami Barbie, kiedy w ich dziecinny świat bajek Disney’owskich wkroczyła dumnie postać z małymi kędziorkami na głowie.
Dziewczynki nie znały się dobrze, chociaż mieszkały w jednej miejscowości.  Pola, tak miała na imię dziewczynka, poznała Donię w przedszkolu, trafiły do jednej grupy i jakoś się tam zaprzyjaźniły ( szczegółów nie znam). Pola, jak już wcześniej wspomniałam miała jasne blond loczki, które dodawały jej uroku tak samo, jak długie włosy Doni oraz zielone oczy, które do dzisiaj utrzymują blask pewnej siebie istotki. Obydwie dziewczynki były szczupłe i pełne wigoru.
Polę Em zaczęła poznawać, kiedy Donia przeprowadziła się do innego mieszkania, ale nie miejscowości, a Em zmieniła miejsce biegania z innymi dzieciakami.
Szalone my, czyli spółka zoo ;)
Bardzo dobrze pamiętała, jak zobaczyła niesamowity widok, który do dzisiaj w niej pozostał.  Otóż mała Polunia dostała małego pieska, takiego czarnego, z krótkimi łapkami, które w późniejszych latach urosły na miarę groźnego psa. Chciała się z nim bawić, a że mała ( wspomniałam, że to była suczka? Nie? To teraz już wiecie…) nie miała zbytniej ochoty, to mała dziewczynka chcąc zachęcić swojego pupilka do zabawy zaczęła za nim biegać, a mały bezbronny piesek zaczął uciekać, zresztą dość marnym skutkiem, bo wkrótce trafiła w małe rączki rozbrykanej dziewczynki.
Więcej szczegółów owej sytuacji nie pamiętam, jednakże dziewczynki połączyła więź, która z biegiem lat miała swoje wzloty i upadki. Oczywiście, nie może też zabraknąć Doni, która ową trójcę potrafiła natchnąć pozytywna energią, kiedy za oknem akurat padał deszcz.
Mijały lata, a Em żyła wśród przyjaciółek, jednocześnie obok nich. Gimnazjum było dla niej koszmarem, którego śmiało możemy ominąć, bo nie wniósłby nic do tej opowieści, poza nutą smutku i rozczulania się nad sobą.
Em skończyła gimnazjum ze średnim efektem, kiedy Donia i Pola nadal były w gimnazjum. Zresztą obydwie dziewczyny bardzo dobrze się uczyły i wkrótce potem poszły do dobrego liceum.  Zanim jednak się to stało, Em poznała kolejne osoby, na których można polegać.
Najpierw dziewczyna poznała Goś, która z twarzy wydawała jej się znajoma, jednak dopiero po jakimś tam czasie przypomniały sobie, że mogły się wcześniej widzieć. Najdziwniejsze było to, że Em z Goś chodziły do jednej klasy, jednak poznały się tak naprawdę w drugim tygodniu szkoły. Em była samotniczką z innego rejonu, która na początku nie mogła się odnaleźć w nowej szkolnej rzeczywistości. Goś również mieszkała w internacie… Ta to dopiero była powsinoga ( wg słów naszego kochanego Pana Wychowawcy). Nie było miejsca, gdzie by nie zajrzała, ani z kim by nie mieszkała. W końcu i tak trafiła do wspólnego pokoju z Em. No nic, jakoś sytuację przetrzymały, nawet się bliżej skumplowały, jednak w szkole miały swój własny krąg znajomych, a Em powoli zabliźniała znajomości z osobami z klasy – niczego nie ukrywała, była sobą.
Na ich nieszczęście lub szczęście są skazane na siebie do dzisiaj… Em przyzwyczaiła się do zmian nastroju swojej sublokatorki, a Goś do chrapania Em ( niestety podobno się jej zdarza).
W październiku w internacie pojawiła się nowa osoba – Jola, która na początku nie przypadła do gustu Goś. Em oczywiście nie miała nic do biednej dziewczyny, nawet znała ją ze szkoły, ale zazdrościła jej jednego – jej pięknych długich, niezwykle zadbanych i ciemnych włosów.  Jola miała niezwykle kobiecą figurę – wiadomo o co chodzi, biodra etc, ogólnie wszystko na swoim miejscu i zielone oczęta ( poprawić, jeśli się mylę), prawie, że kocie ( moja wrodzona skromność zmusza mnie do dodania, że ja też takie mam). Nie będę opisywać konfliktu z początku znajomości Joli z Goś, bo szczerze powiedziawszy już nawet nie pamiętam, o co poszło. Bije się w pierś, że nawet pamięć mnie zawodzi, jeśli chodzi o pierwszy dialog pomiędzy dziewczynami a nowicjuszką, ale nieważne, ważne jest to, że dziewczyny znalazły wspólny kontakt i stały się osobami niezwykle bliskimi.
Rok później paczkę zapełniły Pola I Donia, które zachwyciły się Jolą. Szczerze mówiąc, nie tylko one dwie wpadły w jej diabelskie sidła – Em i Goś, też nie mogły się nadziwić charyzmie dziewczyny i do dzisiaj ukrywają w swoich kątach ołtarzyki na jej cześć.
 Zresztą każda z nich miała jakąś tam cząstkę własnej osobowości, która współgrała z pozostałymi…

                 Tak oto narodziły się Crejzole, czyli dziewczyny o niesamowitych zdolnościach do poprawiania sobie nawzajem humoru, jak i do wspólnego milczenia…